




Kota chciałem mieć od zawsze.
Przez 20 lat życia wszystko sprzeciwiało się osiągnięciu tego
celu - przeciwna wszystkiemu, co ma sierść rodzina, brak czasu,
niepewność miejsca zamieszkania związana ze studiami i wreszcie
brak zdecydowania oraz konsekwencji, co jest niezbędne do podjęcia
takiej decyzji. Wreszcie jednak postawiłem na swoim i marzenie
się spełniło. Dlaczego RUS? Poszukiwania w książkach i sieci -
rutynowe postępowanie poprzedzające przyjęcie kota pod dach zaowocowało
takim właśnie wyborem. Już pierwsze natknięcie się na zdjęcia
i opisy kota rosyjskiego były wyraźnym sygnałem, że to właśnie
jest TEN kot. Od tej pory nie brałem już pod uwagę żadnej innej
rasy. Smukła sylwetka, unikatowa barwa futra, nieprzeciętna inteligencja
i szmaragdowe oczy to cechy, które zawładnęły mną jako przyszłym
właścicielem.
Kotka, (bo na płeć żeńską padło) zyskała banalne i oklepane w
świecie zwierząt domowych imię "Mika". Sporo się zastanawiałem
nad oryginalnym imieniem dla kota, ale ostateczny rezultat był
wynikiem raczej przesłanek ideologicznych, dokładniej tego, że
podobnie nazywał się mój bliski znajomy ze szkoły, któremu przez
4 lata obiecywałem właśnie takie ochrzczenie swojego kota. Tak,
więc ta powierzchowna pospolitość kryje jednak w sobie coś więcej.
Za to o samym kocie już na pewno "pospolitość" powiedzieć
nie można. Obecnie 5,5 miesięczna kotka jest już w pełni zadomowiona.
Różnorodność zachowań pozwala praktycznie codziennie odkryć coś
nowego. Po nieco ponad 2 miesiącach od wprowadzenia się RUS'a
do domu nie ma w zasadzie mebla, czy miejsca w mieszkaniu, w jakim
by się nie znalazł. Najbardziej niedostępne szafki, szczeliny
- dosłownie wszystko było już zbadane.
Skoki na wysokość grubo ponad metra bez rozbiegu dziwią mnie za
każdym razem. Niezwykłe jak sprawny i silny potrafi być kot. Nocny
galop po mieszkaniu ze źrenicami powiększonymi do granic możliwości
dają szansę na zobaczenie prawdziwej łowczymi. Zdolność do aportowania
też jest ciekawostką, tym bardziej że właściwie nie wyuczona -
widocznie kot tego chciał.
No i nic nie zastąpi obudzenia się z kotem na twarzy, albo liżącego
powiekę szorstkim jak tarka językiem o 6 rano. Kocia natura nadaje
zupełnie inny rytm snu zwierzęciu, które można za to oglądać w
komicznych pozycjach w swym popołudniowym kamiennym śnie. Nie
wiem czy to normalne, żeby kotka spała zdecydowaną większość czasu
na plecach, z głową wiszącą np. z fotela, ale wygląda to niesamowicie.
Czuje się wtedy, że kotu jest dobrze - tak jak właścicielowi.
Można by wiele opowiadać, wdawać się w szczegóły, konkretne historie
z życia kota - to tylko ogólny zarys. Największą siłą RUSa było
chyba to, że w ciągu tygodnia potrafił zjednać sobie wszystkich
przeciwników, mimo wielu szkód, stłuczonych wazonów, zmasakrowanej
choinki i niemałej natarczywości w nocy - kotka jest na swój sposób
nietykalna. Sprawdza się stara porzekadło mówiące, że to kot zaczyna
władać swoim właścicielem. Od siebie tylko dodam, że nie żałuje
niemałych pieniędzy (jak na zwykłego studenta), jakie wydałem
na RUS'a. Od tej pory mam nadzieję, że już zawsze będą towarzyszyć
mi koty. Cieszę się, że wreszcie toleruje mnie "coś"
cieplejszego niż rybki.