Miss & Mister RUS 2005


Kandydatka na MISS RUS 2005 nr 5
(liknij aby zobaczyć oryginalne zdjęcie)

Kota chciałem mieć od zawsze. Przez 20 lat życia wszystko sprzeciwiało się osiągnięciu tego celu - przeciwna wszystkiemu, co ma sierść rodzina, brak czasu, niepewność miejsca zamieszkania związana ze studiami i wreszcie brak zdecydowania oraz konsekwencji, co jest niezbędne do podjęcia takiej decyzji. Wreszcie jednak postawiłem na swoim i marzenie się spełniło. Dlaczego RUS? Poszukiwania w książkach i sieci - rutynowe postępowanie poprzedzające przyjęcie kota pod dach zaowocowało takim właśnie wyborem. Już pierwsze natknięcie się na zdjęcia i opisy kota rosyjskiego były wyraźnym sygnałem, że to właśnie jest TEN kot. Od tej pory nie brałem już pod uwagę żadnej innej rasy. Smukła sylwetka, unikatowa barwa futra, nieprzeciętna inteligencja i szmaragdowe oczy to cechy, które zawładnęły mną jako przyszłym właścicielem.
Kotka, (bo na płeć żeńską padło) zyskała banalne i oklepane w świecie zwierząt domowych imię "Mika". Sporo się zastanawiałem nad oryginalnym imieniem dla kota, ale ostateczny rezultat był wynikiem raczej przesłanek ideologicznych, dokładniej tego, że podobnie nazywał się mój bliski znajomy ze szkoły, któremu przez 4 lata obiecywałem właśnie takie ochrzczenie swojego kota. Tak, więc ta powierzchowna pospolitość kryje jednak w sobie coś więcej.
Za to o samym kocie już na pewno "pospolitość" powiedzieć nie można. Obecnie 5,5 miesięczna kotka jest już w pełni zadomowiona. Różnorodność zachowań pozwala praktycznie codziennie odkryć coś nowego. Po nieco ponad 2 miesiącach od wprowadzenia się RUS'a do domu nie ma w zasadzie mebla, czy miejsca w mieszkaniu, w jakim by się nie znalazł. Najbardziej niedostępne szafki, szczeliny - dosłownie wszystko było już zbadane.
Skoki na wysokość grubo ponad metra bez rozbiegu dziwią mnie za każdym razem. Niezwykłe jak sprawny i silny potrafi być kot. Nocny galop po mieszkaniu ze źrenicami powiększonymi do granic możliwości dają szansę na zobaczenie prawdziwej łowczymi. Zdolność do aportowania też jest ciekawostką, tym bardziej że właściwie nie wyuczona - widocznie kot tego chciał.
No i nic nie zastąpi obudzenia się z kotem na twarzy, albo liżącego powiekę szorstkim jak tarka językiem o 6 rano. Kocia natura nadaje zupełnie inny rytm snu zwierzęciu, które można za to oglądać w komicznych pozycjach w swym popołudniowym kamiennym śnie. Nie wiem czy to normalne, żeby kotka spała zdecydowaną większość czasu na plecach, z głową wiszącą np. z fotela, ale wygląda to niesamowicie. Czuje się wtedy, że kotu jest dobrze - tak jak właścicielowi.
Można by wiele opowiadać, wdawać się w szczegóły, konkretne historie z życia kota - to tylko ogólny zarys. Największą siłą RUS’a było chyba to, że w ciągu tygodnia potrafił zjednać sobie wszystkich przeciwników, mimo wielu szkód, stłuczonych wazonów, zmasakrowanej choinki i niemałej natarczywości w nocy - kotka jest na swój sposób nietykalna. Sprawdza się stara porzekadło mówiące, że to kot zaczyna władać swoim właścicielem. Od siebie tylko dodam, że nie żałuje niemałych pieniędzy (jak na zwykłego studenta), jakie wydałem na RUS'a. Od tej pory mam nadzieję, że już zawsze będą towarzyszyć mi koty. Cieszę się, że wreszcie toleruje mnie "coś" cieplejszego niż rybki.