Subiektywnie...
Jak to się stało że zachciałam zostać Hodowcą...
To był impuls, powiecie że to źle tak działać impulsywnie a jednak ja
myślę że nienajgorzej...
W końcu nikt nas nie uczy jak być matką czy żoną, a jednak najczęściej
jakaś rola nam przypada i dźwigamy ją ze zmiennym szczęściem i różnymi
rezultatami.
Wydaje mi się że z Hodowlą kotów jest podobnie. Nie ma szkoły dla Hodowców,
a jednak ludzie się tego podejmują i także ze zmiennym szczęściem trwają.
Hodowla to poważne i absorbujące zajęcie, ale nie wydaje mi się aby
trzeba było być genetykiem, położnikiem, czy mieć wiedzę weterynaryjną
i żelazną wolę.
Znam wielu Hodowców którzy kotkę kupili impulsywnie i jest ona w typie
taka sobie, ale dla nich najpiękniejsza. Kocura wybierają sami na zasadzie
podoba mi się i ma dobre papiery oraz tytuły, a pierwszy miot wychowują
przy dużym współudziale weterynarzy i innych Hodowców, których pytają
o wszystko. Moim zdaniem jest to jak najbardziej prawidłowa droga. To
podejście bardzo zgadza się z tym co sama prezentuję. Czy to źle? Mnie
się wydaje że nie, bo im więcej Hodowli tym większa konkurencja. Dzięki
temu dana rasa rozwija się.
Oczywiście wciąż mówię o legalnej Hodowli zarejestrowanej i postępującej
zgodnie z przepisami.
Nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, która koloryzuje rzeczywistość
i demonizuje świat układów Hodowlanych. Takie podejście powoduje, że
skupiamy się na różnych nieprawidłowościach i zamiast robić swoje popadamy
w frustrację. Moim zdaniem jak świat światem istnieją różne preferencje
i szare odcienie "prawdy". Świat nie jest jednoznaczny, biały lub czarny.
Mimo to, dla mnie to nie jest żaden powód ani usprawiedliwienie dla
wstrętu do zrzeszania się w jakiejkolwiek organizacji "kociej".
To że mi się nie podobają politycy i wiem jakie dziurawe jest prawo
nie oznacza, że od dziś nabiorę wstrętu i będę kradła, łamała przepisy,
czy też biła policjantów.
Jeśli ja będę moralna i będę się otaczała ludźmi etycznymi to mój świat
będzie dobry. Czy to ten związany z Hodowlą czy też nie.
Z tej przyczyny nie chcę wierzyć w to, że sędziowie są przekupni, komisje
Hodowlane ślepe lub przymykające oko, a członkowie FPL zdeprawowani.
Obserwuję i osądzam po swojemu.
Jestem zwolenniczką teorii, że sami kreujemy swój świat. Jeśli uważam
że jakiś sędzia jest nieobiektywny to nie pójdę na wystawę gdzie on
sędziuje, nie zapiszę się do oddziału gdzie nie znam władz i im nie
ufam. Nie kupię kota i nie będę kryła u osób co do których postępowania
mam obiekcje. Tyle mogę zrobić i myślę że jeśli każdy postąpi podobnie
nieuczciwi Hodowcy wymrą jak dinozaury.
A teraz słów kilka o SHKRP.
To co się stało było tragiczne i do dziś kładzie się cieniem na życiu
Hodowców. Trochę tak jak II wojna światowa kładzie się cieniem na pokoleniu
ocalonych. W jednym i drugim przypadku do nieszczęścia doszło z powodu
milczenia i braku czujności. Jedni nie wiedzieli, drudzy wiedzieli ale
się nie poczuwali do reagowania... Jak już większość wiedziała to było
za późno. Armaty wytoczono, terytoria zajęto i pozostała szarpanina
z agresorem...
Mimo to ja nadal myślę pozytywnie, że teraz będziemy mądrzejsi, uważniejsi
i nie dopuścimy do tego aby historia się powtórzyła.
Nowa organizacja, nowy kredyt zaufania, ale pod czujnym okiem i z chłodną
rozwagą sapera.
Na koniec wypadałoby opowiedzieć jak według mnie wygląda dobry Hodowca.
W naszym małym światku RUSolubów każdy umie palcem pokazać. Ale zacznijmy
od oklepanych prawd.
Jeśli chce się sprzedawać kociaki trzeba mieć utytułowanych rodziców.
Powiecie że tytuły można wyjeździć... Prawda, ale już samo to o czymś
mówi. Jeśli nie da się zrobić kotu tytułu w kraju to znaczy że nie jest
on taki super super w typie, ale to że ma tytuł z drugiej świadczy o
tym że Hodowca jest mocno zaangażowany i chce promować kota który jest
super łagodny i zdrowy.
Dla mnie to nadal Hodowca a nie "CHodowca". Moim zdaniem w krzyżowaniu
kotów nie chodzi tylko i wyłącznie o to, by w pierwszym lub drugim miocie
dorobić się "Junior Winnera" czy najlepszego miotu. Często wystarczy
mieć koty "nakolankowe", które podtrzymują istnienie danej linii genetycznej
w Polsce.
Oczywiście jestem przeciwna kojarzeniu kotów o których wiadomo że mają
wady wrodzone, załomki ogona, niepożądane ubarwienie lub są niezgodne
ze standardem rasy, w tym pod kątem charakteru. Wydaje mi się że wszystkie
te rzeczy są łatwe do wyłapania w trakcie wystaw i przeglądów hodowlanych.
Jeśli na wystawie widzimy koty smutne i zestresowane to źle się dzieje
w Hodowli. Moim zdaniem koty hodowlane nie mają być jedynie dobre w
typie, ale także dobre z charakteru. Jeśli kot boi się szumu i brania
na ręce to mam wątpliwości co do tego czy nie był do tej pory zamknięty
w piwnicy bez kontaktu z rzeczywistością. Nie mówię tu o tym że kot
jest zachwycony siedzeniem cały dzień na ograniczonej przestrzeni, ale
jeśli pochodzi z dobrej Hodowli to od dziecka jest przyzwyczajony do
obcych ludzi biorących go na ręce i do kontaktu z innymi kotami. Dzięki
temu nie stresuje się na wystawie i można swobodnie się nim chwalić.
Może odsądzicie mnie od czci i wiary ale uważam że koty, które nie dają
się obcym brać na ręce i są agresywne nie powinny być rozmnażane. Praca
nad rasą to nie tylko wymiary i kolory ale także szeroko pojęte "udomowienie".
Wystawy probierzem jakości kota J
Jeśli chodzi o mioty to jak bumerang wraca aspekt kontroli FPL nad kotami
w nim zrzeszonymi. Czyli jakie władze i przepisy takie ich Hodowców
"chowanie"...
Z tej to przyczyny jestem za licencją hodowlaną. Wszystkimi kończynami.
Dla mnie dobry Hodowca to taki który też chce poddawać się przeglądom
i krzyżować swoje koty tylko z takimi których także przeglądy dotyczą...
Licencja zaś to wystawy, a na wystawę idzie kot zaszczepiony, co eliminuje
zwierzęta chorowite, gdyż szczepi się koty zdrowe. Dodatkowa kontrola
weterynaryjna na wystawie to też pewne sito. Sędziowie wbrew pozorom
"macają" kocie ogony i eliminują koty z załomkami lub niezgodne w typie.
Wierzę głęboko w to, że nie wszyscy sędziowie są nieuważni i beztroscy,
a rankingi najlepszych sędziów pozwalają na dobranie sobie osoby która
mi oceni kota...
Kwestia właściwej opieki nad kotem to inna historia. Wydaje mi się że
na bycie Hodowcą decydują się ludzie zakręceni a nawet "zafiksowani"
na koty, którzy z entuzjazmem zdobywają wiedzę i starają się jak najlepiej
opiekować kotami. Od zakupienia kota do pierwszego miotu upływa najmarniej
10 miesięcy i wydaje mi się że w trakcie tego czasu można od strony
teoretycznej poznać większość niezbędnych informacji.
Moim zdaniem i tak ciąża kotki i przyjście na świat maluchów powoduje
gwałtowne zapotrzebowanie na "dobre rady praktyków", bo nie ma takiej
książki jak "życie".
Wiem że zdarza się w życiu tak, że ktoś się nie nadaje na bycie Hodowcą,
ba czasami niektóre egzemplarze "ludzkie" nie nadają się do tego by
można było o nich powiedzieć "człowiek", ale to są skrajności do których
chyba nie warto się odwoływać.
Wydaje mi się że aby być dobrym Hodowcą wystarczy kochać koty i traktować
je tak jakby się samemu chciało być traktowanym.
Moja konkluzja:
Naciskać na FPL by wszyscy musieli mieć licencje na rozmnażanie, a przeglądy
miotów i wizyty komisji hodowlanych były obowiązkowe. Precz z zaniedbaniami.