Oddałam Anuszkę:(((((

jak sobie radzicie z...

Moderator: modRUSki

Basia
Posty: 151
Rejestracja: piątek, 26 maja 2006, 19:02
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: Basia » poniedziałek, 10 grudnia 2007, 22:16

O, Boże, odnowienie tego tematu to chyba jakiś znak dla mnie. Właśnie dziś myślałam, że muszę podjąć decyzję o "wyprowadzeniu" z domu którejś z moich dwóch kotek :cry:

Opowiem wam co się stało, historia będzie długa.

Ĺťyły sobie dwie ze mną w kawalerce przez trzy lata. I było chyba dobrze. Nie pałały do siebie jakąś wielką miłością, jak to opisują niektórzy, ale nigdy nie dochodziło między nimi do agresywnych zachowań. Czasem któraś pacnęła łapą, ale nigdy nie było syczenia, warczenia czy prychania. Czasem ostro się goniły. Ale potrafiły spać z sobą, myć się wzajemnie. Czasem widziałam, że są zazdrosne o mnie, ale jakoś sobie radziłyśmy. :)

W marcu Bisia urodziła swoje pierwsze maluchy. Tusia trochę się ich bała, syczała na nie, czasem ostrzegawczo pacnęła łapą, kiedy przychodziły do "ciotki" na mizianki. Bisia w tym czasie nigdy nie weszła w konflikt z Tuśką. :D

W czerwcu urodziła Tusia. I wtedy zaczął się horror. Bisia była strasznie agresywna wobec niej i dzieci. Musiałam (innego wyjścia nie widziałam wtedy) oddać ją do koleżanki na jakiś czas. :(
Po miesiącu przywiozłam ją do domu. Była bardzo zdenerwowana, warczała i syczała, nie wychodziła z transportera. Tusia/matka była bardzo zainteresowana nią, myślę, że ją poznała i chciała się przywitać. Ze strony Tuśki nie było żadnej agresji, mimo że miała młode.
Po dwóch godzinach Bisia zdecydowała się opuścić transporter, ale tylko po to, by zaatakować Tuśkę. Obie fruwały w powietrzu, futra sypały się a ja nie byłam w stanie nadązać za nimi wzrokiem. Wreszcie udało mi się je odseparować. Bisia była tak zdenerwowana, że zanim udało mi się ją włożyć do transportera upłynęło dużo czasu. Warczała na mnie jak tylko zbliżałam się do łazienki, w której siedziała.
Bałam się o maluchy więc Bisia wróciła znów do koleżanki. :cry:

W mieszkaniu zrobiłam drzwi z siatką, tak żeby jedna miała do dyspozycji łazienkę, mały przedpokój i garderobę, a matka z dziećmi pokój i kuchnię.
Zrobiłam kolejną próbę połączenia. Było lepiej, bo kotki nie miały możliwości spotkać się "pazur w pazur". Z czasem Bisia uspokoiła się, zaakceptowała swoją część mieszkania i coraz częściej przychodziła pod siatkę przyglądać się co dzieje się w pokoju. Z Tuśką już nawet wąchały się noskami przez siatkę, ale kiedy maluchy podchodziły denerwowała się straszliwie (w przeciwieństwie do nich ;) ).
Stwierdziłam, że z całkowitym połączeniem poczekam aż maluchy opuszczą hodowlę.

I tak się stało pod koniec września zaczęłam Bisię wpuszczać do pokoju. Bardzo ostrożnie chodziła prawie czołgając się. Tusia musiała być wtedy nieruchoma, bo jak tylko się ruszyła Bisia zaczynała warczeć. Tuśka jakby ją rozumiała i nie robiła żadnych szybkich ruchów. Kiedy widziałam, że napięcie wzrastało do granic wytrzymałości - Bisia wracała na swoje terytorium. Raz doszło między nimi do ostrej walki ale to chyba dlatego, że wpadły na siebie na zakręcie. :?

Cały czas nie było dobrze ale też nie było wielkiej agresji.
Zauważyłam, że one nakręcały się z zazdrości o mnie. Np. kiedy jedna szła za mną to druga już nie mogła, kiedy jedna siedziała na kolanach to druga absolutnie nie mogła dołączyć. Ale potrafiły np. spać na jednym kaloryferze - Bisia na leżaku a Tusia pod parapetem. Wychodząc z domu zostawiałam je razem. Po powrocie do domu nie zauważałam śladów bójek.

Nie mogłam tylko dopuszczać do tego by razem ze mną były w łazience - w tak małym pomieszczeniu natychmiast zaczynały się tłuc i Bisia zapędzała Tusię w kąt nie pozwalając je stamtąd wyjść. Kiedy Tuśka traciła cierpliwośc i decydowała się wyjść z kąta dochodziło do krwawych bójek. Zawsze agresorem była Bisia. :twisted:

W listopadzie byłam chora i cały czas byłyśmy razem. Miałam wrażenie, że jest coraz lepiej.

Tydzień temu musiałam wyjechać na dwa dni. Przychodziła do nich moja siostra. Dostała dokładne wytyczne do jakich sytuacji nie może dopuszczać. Ale ona oczywiście nie zastosowała się do nich i kikakrotnie doszło między dziewczynami do krwawych starć.
Kiedy wróciłam Tuśka była tak wystraszona, że cały czas siedziała w budce, nie wyszła nawet przywitać się. Widziałam, że jest źle.
W końcu Tusia przyszła na kolana kiedy siedziałam przy komputerze i zasnęła. Bisia siedziała na monitorze i przyglądała się. Trwało to dość długo. W pewnym momencie Tusia podniosła się i zaczęła wymiotować (nie wiem czy z nerwów, czy z zakłaczenia) i wtedy Bisia ją zaatakowała. Co się działo później nie opiszę - nadłuższa i najbardziej zaciekła walka między nimi. :mrgreen:

Znów je odizolowałam. Ale wszystko się tak pokręciło, że Tuśka przez dwa dni prawie się nie ruszała, idąc do miski czy kuwety prawie się czołgała. Kiedy spojrzała tylko w stronę korytarza już warczała, nie musiała nawet widzieć Bisi. I taka sytuacja trwa do dzisiaj. Tuśka zrobiła się strasznie agresywna. Rzuca się z jazgotem na widok Bisi za siatką.

Myślę, że taka sytuacja trwa już za długo. One już nie są w stanie się pogodzić. Muszę je rozdzielić na dobre, bo żyją w ciągłym stresie. Tylko, która ma opuścić mój dom? Obie kocham tak samo i nie potrafię zdecydować. A poza tym nie mam nikogo zaufanego komu mogłabym spokojnie oddać kota. Nikomu całkiem obcemu na pewno nie oddam!

Ale wiem, że muszę to zrobić... Ale jak?...... :(

Awatar użytkownika
kinus
KABRIRUS*PL
Posty: 600
Rejestracja: sobota, 20 marca 2004, 11:20
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: kinus » poniedziałek, 10 grudnia 2007, 22:47

a czy probowalas Feliwaya i kropli Bacha? przy dwoch kotach Ola ladnie reagowala na krople
sprobuj
Obrazek
Pinky,Oliwka, Uszka,Lunitari

Basia
Posty: 151
Rejestracja: piątek, 26 maja 2006, 19:02
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: Basia » poniedziałek, 10 grudnia 2007, 23:33

Feliwaya próbowałam wcześniej. Tusia mi się zablokowała po zastrzyku na 16 miesięcy. Miałam wrażenie, że Bisia była na tyle dominująca, że nie pozwoliła się jej odblokować. Po tygodniu od zainstalowania, była ruja.
Miałam 3 razy feliwaya i mam wrażenie, że na Tuśkę działało, a Bisia robiła się bardzo niespokojna.

Kropli Bacha nie próbowałam. A jakie jest ich działanie? Gdzie je można dostać? Jak się je podaje?

Awatar użytkownika
kinus
KABRIRUS*PL
Posty: 600
Rejestracja: sobota, 20 marca 2004, 11:20
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: kinus » poniedziałek, 10 grudnia 2007, 23:42

na miau jest dziewczyna ktora je miesza pod problem
napisz do niej
ona wysyla ankiete i pozniej dobiera wlasciwe krople
pisze tez, jak podawac
Obrazek

Pinky,Oliwka, Uszka,Lunitari

Basia
Posty: 151
Rejestracja: piątek, 26 maja 2006, 19:02
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: Basia » poniedziałek, 10 grudnia 2007, 23:59

Dzięki Kinus. A pamiętasz co to za dziewczyna?
Szukam teraz na miau, ale wyszukiwarka ciągle mi się zawiesza :?

ina
Posty: 100
Rejestracja: czwartek, 19 lipca 2007, 12:30
Lokalizacja: Kraków

Postautor: ina » wtorek, 11 grudnia 2007, 01:03

Nie wiem o kim pisała Kinus, ale znalazłam ten wątek, może tam coś znajdziesz Basiu
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=39 ... sc&start=0

I jeszcze tak sobie myślę, że może warto byłoby dokładnie przebadać dziewczyny, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś oczywiście :)
ObrazekObrazekObrazek

Awatar użytkownika
kinus
KABRIRUS*PL
Posty: 600
Rejestracja: sobota, 20 marca 2004, 11:20
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: kinus » wtorek, 11 grudnia 2007, 09:53

jeszcze cos mi przyszlo na mysl
rozwaz moze sterylizacje jednej dziewczyny? ale to juz behawiorysta musialby podpowiedziec, ktora
mi sie wydaje, ze te bardziej agresywna, ale moze mi sie wydaje
Obrazek

Pinky,Oliwka, Uszka,Lunitari

Awatar użytkownika
Thien
CAMARILLA*PL
Posty: 408
Rejestracja: wtorek, 5 kwietnia 2005, 11:00
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Thien » wtorek, 11 grudnia 2007, 10:38

Trzymam kciuki za dziewczyny. Oby krople zadziałały...

Awatar użytkownika
Anuszka
RADIO EREWAŃ*PL
Posty: 107
Rejestracja: sobota, 28 sierpnia 2004, 17:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Anuszka » wtorek, 11 grudnia 2007, 12:25

O rany, ale historia!!!! Myślałam że u mnie było strasznie ale widzę że to tylko ja tak przeżywałam, nie było walk ani fruwania sierści tylko przeganianie z kata w kąt i hipnotyzowanie zimnym spojrzeniem. Tzn jak widziaała co się działo jak chodziłam do pracy nie wiem....No ale dwa lata minęły Anuszka to już o mnie zapomniała jak nic już kocha nową pańcię nad życie-co raz mam takie opowieści od nich że łza wzruszenia staje w oku...Anuszka jest cudownym kotem, niesamowicie przywiązuje sie do opiekuna jest bardzo ufna, taka kochana-tak ją wychowałam i tak jej zostało;))) No ale towarzystwa innych kotów nie potrafiła przetrawić, tlyko u mnei to był problem z kocurem niekastrowanym który jej pewnie zalatywał facetem i to ją wkurzało na maksa bo sama już była po sterylce..Moim zdaniem sterylizacja jednej kotki nie byłaby złym pomysłem-najlepiej pewnie obu ale to stawia na głowie cały pomysł z hodowlą. Moja Bisza (córa Anuszki z 2-kilową nadwagą:)))) po sterylce jest słodka jak miód i nawet na zaczepki kocura ( z jajcami) nie reaguje. Njawyżej ja on ja za mocno molestuje to Bisza walnie go przez łeb albo bierze go w stylu zawodników sumo-wygrywa masą:))) Poza tym kochają się jak wariaty. Coś w tym jest że jak jedno jest odpłciowione to drugiemu jest łatwiej . Moze to zazdrość po prostu. Ja bym rozważyła sterylizację -tylko jak już ja zrobisz koniecznie je odseparuj dopóki kotka po sterylce nie dojdzie do siebie bo może być jeszcze gorzej. Tak to jest w świecie zwierów-po operacji, chore, słabe to taki "chłopiec do bicia"
no i kropelki może pomogą chociaż ja bardziej wierze w feliwaya

Awatar użytkownika
kinus
KABRIRUS*PL
Posty: 600
Rejestracja: sobota, 20 marca 2004, 11:20
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: kinus » wtorek, 11 grudnia 2007, 12:36

u mnie feliway nakrecal Ole
stawala sie jeszcze bardziej pewna siebie i lala kogo popadnie
nawet swoja ukochana Uszke
Obrazek

Pinky,Oliwka, Uszka,Lunitari

Awatar użytkownika
Poison
GALATHILION*PL
Posty: 930
Rejestracja: piątek, 13 sierpnia 2004, 11:06
Lokalizacja: Warszawa Ursynów

Postautor: Poison » wtorek, 11 grudnia 2007, 15:34

Czasem jest tak, że koty dorastając i doroślejąc jednak odsówają się od siebie i tego nie da się zmnieć.
Może łatwo mi mówić, bo mam duże mieszkanie i w razie dynu mam gdzie koty izolować i czekać aż im przejdzie, ale niestety książka 'Koci detektyw' skłoniła mnie do głębokiego i realiztycznego zastanowienia nad tym i naprawdę koniecznie tą książkę przeczytaj ! Może Ci ona przyniesie ulgę...
Sądzę, że czasem trzeba walczyć, ale czasem też trzeba wiedzieć co jest dobre dla kota :(
Obrazek

Awatar użytkownika
Iballa
Posty: 168
Rejestracja: czwartek, 11 stycznia 2007, 12:54
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Iballa » wtorek, 11 grudnia 2007, 17:06

Oj, Basiu, widzę że Twoje Dziewczyny bez zmian :( Tylko można pozazdrościć Kinus, że ma takie rozwiązanie idealne - rodzina i jeszcze stare kąty, z pewnością Olce będzie lepiej.
Ja też mam przemyślenia odnośnie hodowli, wystaw. Wiem, że jeżeli miałoby to być poważne hobby, to stado wymaga powiększenia... Mam w domu cudowną harmonię (może to kwestia różnych płci?), zero zazdrości.
Nie wiem jak to jest w większej grupie, ale ja ostatnio mam wizję hodowli w różnych domach (np. kupię kotkę dla siostry itp.), umów hodowlanych, bo ani dużej liczby kotów, ani wymiany pokoleń nie widzę na warunkach miłości i przyjaźni...
Nad książką Koci Detektyw się zastanawiałam, chyba więc kupię lekturę na święta.

Basiu, ja też radzę krople Bacha, potem sterylkę, na końcu zmianę domku (bo pewnie jakbyś oddawała do innego domu, to też po sterylce).
I trzymam za Was kciuki dziewczyny.
Obrazek

Basia
Posty: 151
Rejestracja: piątek, 26 maja 2006, 19:02
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: Basia » wtorek, 11 grudnia 2007, 19:49

Dzięki wam wszystkim.
Wczoraj po opisaniu mojej historii ryczałam do późna w nocy :cry: Po raz pierwszy powiedziałam głośno, że być może będę musiała rozstać się z którąś z moich dziewczynek. Bisia, paskuda, zawsze wyczuwała moje emocje i starała się mnie pocieszyć - przesiedziałyśmy w łazience chyba ze dwie godziny tuląc się do siebie :cry:

Napisałam do pani Wandy w sprawie kropli Bacha. Czekam z niecierpliwością na odpowiedź.

Awatar użytkownika
Anuszka
RADIO EREWAŃ*PL
Posty: 107
Rejestracja: sobota, 28 sierpnia 2004, 17:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Anuszka » wtorek, 11 grudnia 2007, 21:00

Basiu trzymaj się !!! Zastanów się na spokojnie jakie masz rozwiązania-może poradź się weterynarza nawet banalnie zadzwoń do dr Sumińskiej -ona jest taka sercowa i naturę kocią ma w jednym paluszku moze coś doradzi, moze okaże się że wystraczy zrobić coś banalnego...? Oddanie jednej pannicy to ostatecznośc warto poszukać innych rozwiązań, nie działaja kropelki ani feliway to moze sterylizacja -tak jak pisałam jednej albo nawet obu- to je obie by wyciszyło i może by zapomniały o złości do siebie. No ale to też może nie pomóc w sumie nie jestem specjalistą od sterylizacji moja Anucha była agresywna i po sterylce.
Oj czasami tak jest...moja mama na moje problemy z trzema kotami dwa lata temu miała jedną odpoweidź -że jak są dwie przyjaciółki to wystarczy jak sa trzy to juz sobie obrabiają dupska, z kotami moimi było niby tak samo, no ale Ty masz dwie przyjaciółki..hmmmm moze po prostu przestały sie lubić pokłóciły sie i teraz są dla siebie wstręciuchami. Same też czasem takei jesteśmy. Baby po prostu.
Trzymaj się cieplutko popytaj lekarzy, psychologów zwierzęcych, pogadaj o tej sterylce czy to coś moze pomóc, dopeiro jak już zrobisz wszystko i nie będzie poprawy będziesz musiała oddać jedną z nich-dla ich dobra i będzie to na pewno słuszna decyzja. Teraz to już wiem, ale jak sobie przeczytałam ten mój stary post to mi się łezka zakręciła....

Awatar użytkownika
Thien
CAMARILLA*PL
Posty: 408
Rejestracja: wtorek, 5 kwietnia 2005, 11:00
Lokalizacja: Warszawa

hmm

Postautor: Thien » środa, 12 grudnia 2007, 10:24

Przyszedł mi do głowy jeszcze inny plan.
Obie wyprowadzić z domu na 2 tygodnie w różne miejsca. Dom wysprzątać, okadzić i zapuścić feliwaya. Obie naraz wprowadzić i niech sobie od nowa ustalą, która jaka rolę ma pełnić.
Widziałam to u Asi. Przeprowadzka zmieniła stosunek kota do kota diametralnie. Od jawnej niechęci do miziania i tulenia.


Wróć do „hodowla”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: yangping55 i 1 gość