Wędrówki po hodowlach- czyli nie kupuj kota w worku!!!

jak sobie radzicie z...

Moderator: modRUSki

Awatar użytkownika
Thilnen
Posty: 88
Rejestracja: czwartek, 2 grudnia 2004, 11:57
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Thilnen » piątek, 14 stycznia 2005, 14:08

Moje poszukiwania były bardzo podobne do działań tunturi. Też szukałam po Internecie, dowiadywałam się gdzie są kociaki i kiedy mogłabym je obejrzeć. Niestety tylko w 2 czy 3 hodowlach w ogóle były kociczki do wzięcia w przeciągu miesiąca, w innych hodowlach albo były już sprzedane, albo zostały kocurki, albo na kotka trzeba by było czekać 2-3 miesiące, a ja chciałam mieć go jak najcszybciej. W ogóle chęć kupna kociaka naszła mnie nagle pewnego dnia, a ponieważ miałam już psa i kanarka to wiem, że zwierzę nie jest zabawką i długo nosiłam się z myślą zakupu, zwłaszcza, że to niemały wydatek, a i obowiązek na najbliższe 15 lat conajmniej.

W końcu poszłam do jednej hodowli obejrzeć maluchy (wcześniej zarezerwowałam jedną kotkę przez e-mail, tą któa bardziej mi odpowiadała z charakteru, który opisała mi hodowczyni). W domu było czysto i przyjemnie, ale sama wizyta jakoś nie przypadła mi do gustu. Hodowczyni więcej rozmawiała z kotami niż ze mną, właściwie nie pytała się o to, jakie warunki zapewnię kociakom. W ogóle rozmowa była dość krótka, pani nie zaproponowała nawet herbatki ani nic. Kociaki były jednak rozkoszne, czyste i rozbrykane, więc postanowiłam się nie zrażać. Wybrałam jedną kotkę (tę samą, co przez e-mail), choć pani bardzo zachęcała mnie do innej. Następnego dnia okazało się, dlaczego rozmowa przebiegała w takim napięciu. Otóż zaraz po mojej wizycie (tak pisała hodowczyni, ja zakładam, że mogło to się nawet stać wcześniej) odwiedzili hodowlę inni państwo, któzy zostawili zaliczkę, dlatego pani sprzedała im kotka, wybranego przeze mnie. Dodajmy, że nie mówiła mi nic o zaliczce, zresztą żeby być w porządku powinna zadzwonić do mnie i powiedzieć: "Przyszli państwo, któzy chcą tego samego kotka co pani, nie zostawiła pani zaliczki, a ci państwo są skłonni to zrobić. Ponieważ była pani pierwsza, to jeśli dziś wpłaci pani zaliczkę, kociak będzie pani." Ale niestety nic takiego się nie stało, kot został sprzedany, a hodowczyni zaoferowała mi drugą kotkę z miotu. Bardzo zdenerwowałam się tą sytuacją, zwłaszcza, że w myśli przywiązałam się już do wybranego kotka. Dlatego zaczęłam szukać innej hodowli.

Wtedy trafiłam na hodowlę Puma, która miała do wyboru dwie kotki, a poza tym była blisko mnie. Miałam jeszcze na oku inną hodowlę, ale dalej i kociaki były po wyższej cenie. Pojechałam obejrzeć kociaki. Przyjęła mnie miła pani, któa przyniosła dwie kotki. Jedna od razu wpadła mi w oko - najwięsza przylepa w miocie :) Od razu ustaliłam kwestię zaliczki, bo bałam się, żeby sytuacja z poprzedniej hodowli się nie powtórzyła. Rozmowa z hodowczynią była bardzo sympatyczna, dowiedziałam sięwszystkiego, co chciałam wiedzieć. Trochę zdziwiło mnie to, że nie obejrzeliśmy całego miotu i matki, ale okazało się, że matka bardzo nie lubi, kiedy odbiera jej się kocięta, dlatego nauczyła je, że mają się chować, jak tylko przyjdzie ktoś obcy. W hodowli byłam jeszcze kilka razy, zachęcana zresztą przez hodowczynię do wizyt i za którymś razem obejrzałam całą rodzinkę. Kociaki nie były tak rozbrykane jak w poprzedniej hodowli, ale dawały się brać na ręce bez problemu i zachowywały się bardzo sympatycznie.

Kiedy wzięłam Aneskę do domu, pani hodowczyni wyglądała na bardzo przejętą :) Obiecałam zaprosić ją do kotka i zadzwonić czy wszystko u niego w porządku. Dostałam puszkę z zapasem karmy i obróżkę w prezencie. Kociak okazał się bardzo ufny. Co prawda przerażał go nowy dom, ale dawał się brać na ręce i przychodził na zawołanie. Jestem bardzo zadowolona z tego, że wzięłam kotka z Pumy, ponieważ jest bardzo kontaktowy, dobrze wychowany i zdrowy, a przy tym zawsze mogę zadzwonić do hodowczyni, kiedy jest jakiś kłopot.
Poza Czasem - Wrota do świata wyobraźni.
www.pozaczasem.menhir.pl
Obrazek

Awatar użytkownika
Csilla
Posty: 272
Rejestracja: niedziela, 31 października 2004, 20:51
Lokalizacja: Wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: Csilla » piątek, 14 stycznia 2005, 20:12

tak, najistotniejszy potem jest kontakt z hodowcą, pomimo, iż od czerwca 2004 kotka jest u mnie, mam kontakt z hodowlą, z ktorej pochodzi moja mała. jak coś mnie martwi wysyłam e mail, sukcesywnie zdjęcia i zwsze mogę liczyć na poradę lub opinię. :) ,hodowczyni jest dla mnie autorytetem i wsparciem

Mira
Posty: 1
Rejestracja: wtorek, 25 stycznia 2005, 13:18
Kontaktowanie:

Re: Wędrówki po hodowlach- czyli nie kupuj kota w worku!!!

Postautor: Mira » sobota, 29 stycznia 2005, 12:19

Werdelit pisze:Ponieważ coraz więcej osób szuka kociego przyjaciela, nie tylko wśród naszych europejczyków ale też w świecie kociej arystokracji, chcę podzielić się swoimi spostrzeżeniami i uwagami dotyczącymi zakupu kota w hodowli. Jak powinna wyglądać taka kocia hodowla i czego na prawdę mamy szukać i jak rozpoznać dobrą hodowle? (ma tutaj na myśli taką która może być dumna ze swoich kotów, osiągnięć i z tego, ze szczęście w postaci kociaczka zamieszkało w naszym domku).

Aby można było rozróżnić dobrą hodowlę od złej. Posłużę się porównaniem dwóch jakże skrajnych hodowli.
Niech to będzie swego rodzaju wskazówka i ostrzeżenie a zarazem poradnik dla wszystkich szukających kota jako przyjaciela i członka rodziny, jako kotka hodowlanego i wystawowego i jako kotka z którego będziemy dumni w jego zdrowiu i chorobie, bo i ta może się wydarzyć , o ile nie jest on chory z winy "pseudohodowcy"któremu nie zależy na niczym prócz zapełnieniu portfela.. a mówimy tutaj o niemałych kwotach!

Zwiedziłam kilkanaście hodowli kotów, ale ta która odwiedziłam po raz pierwszy, wtedy wydawała mi się miła, hodowla, taką.. zwyczajną. I myślałam sobie, że pewnie wszystkie tak wyglądają. Wtedy, nie zdawałam sobie sprawy jaki ogrom wiedzy trzeba mieć, i jakim spostrzegawczym człowiekiem być i, że trzeba włożyc trud w odnalezienie takowej.
Chciałabym wyczulić wszystkich nad takim ślepym wyborem. Tak nie powinno być a jest. Niestety :( coraz gorzej. Ale to od nas , od przyszłych właścicieli zależeć będzie czy przyłożymy rękę do czyjegoś handlu a tym samym do naszego smutku.


Kotek w worku :cry:


Hodowla która odwiedziłam, była hodowlą blokową. Co w niczym nie powinno przeszkadzać, bo jak się później okazało można nie mieć domku z ogrodem i wolierą a mieć cudowne, zdrowe i wypieszczone koty. Ale oczywiście wymagane jest w moim mniemaniu to minimum terytorium, które każdy kot powinien mieć dla siebie. W tym przypadku, po małym mieszkaniu , 40 kilku metrowym przechadzało się 4 dorosłych kotków. Nie uciekały i nie bały się mnie bynajmniej nawet z zainteresowaniem przygladały się..

Rozmowa z hodowca przebiegała w sympatycznej atmosferze, porady żywieniowe- "kotki nie jedzą renomowanych karm, bo wyczuwają w nich chemię sztuczne dodataki. drogie karmy więc odpadają, wolą puszki firskies, kitekat zmieszane z ryżem"- , Jeszcze tylko informacje pielęgnacyjne.. Zdziwiło mnie tylko, ze kotki nie mają swojego drapaka- drzewka na którym mogły by się bawić, było schowane
"w piwnicy"jak się dowiedziałam , bo w "mieszkaniu mało miejsca a one i tak nie drapią mebli.. to po co on im? ". Kociaczka można było sobie wybrać z trzech pokazanych, wyjętych zza fotela, gdzie bawiły się firanką. Na co dzień ich kocia mamusia mieszkała z nimi w ogromnym wysokim kartonowym pudle postawionym w rogu pokoju. Wystarczająco wysokim by kociaczki nie rozbiegały się po mieszkaniu. W pokoju obok było kolejne pudło, gdzie kociaczki- młodsze. , około 1 miesiąca ssały drugą mamusie.

Hodowca pozwalał wybrać kotka, nie miało to dla niego znacznie, którego . Bo nie miały swoich imion, nikt na nie nie wołał, a rodowód był tylko świadectwem pochodzenia. Nie miał dla hodowcy znaczenia czy był to kotek, a1, a2, czy a3.- (wtedy wydawać sie mgło ze taki wybór kotka to nobilitacja dla przyszłego właściciela...) Hodowca wręczył rodowód i po krótkiej pogawędce można było udać się do domu z nowo zakupionym maluszkiem.Maluszek był na prawdę mały, mieścił się na dłoni. Ale skąd tu wiedzieć nie mając porównania jak ma wyglądać zdrowy , silny kocurek w wieku 3 miesięcy
- tę krótka relacje mogę wzbogacić jeszcze o dodanie kilku szczegółów tej rozmowy i obserwacji jak wyglądała hodowla. Kotki były zaszczepione, odrobaczone, rodzice zdobywać będą dalej swoje tytuły- mówił hodowca. Nie umiał mi jednak opowiedzieć nic o charakterze kotków. . Nie znał po prostu swoich podopiecznych nie potrafił ich zaobserwować w natłoku codziennych obowiązków.

A to dziwne, bo 3 miesiące w życiu kotka to dużo, kształtuje się jego charakter i ważne by wiedzieć czy kotek jest ufny, strachliwy, a może lubi się wspinać, kąpać . Mnie jednak uderzyło, ze w pokoju nie było kocich zabawek, myszek, piłeczek, (które teraz wszędzie pałętają się po moim domu, przy jednym kocie) Widziałam, że dzieci obecne w domu brały kotki na ręce, nieostrożnie, wszystkie i nowonarodzone i te- do aktualnego wydania Ale może to i dobrze, ze kotek miał kontakt dziećmi, będzie bardziej nauczony do obcowania z nimi- wtedy tak myślałam. Ale istnieje dotyk delikatny dziecka i dotyk złośliwy, bolesny.
Tej relacji trzeba wzajemnie uczyć obie strony..wydawać się mogło, że kupno kotka z tej hodowli będzie dla niego ratunkiem i nowym życiem.
I tak oto miała wygladać hodowla, i pewnie bym wierzyła w to, gdyby nie to, że do dnia dzisiejszego wiele hodowli zobaczyłam i mogłam porównać jak wyglądają prawdziwe domy pełne miłości do kotów.

Do dnia dzisiejszego " hodowla xxx"nie zmieniła warunków bytowych kotków a produkcja trwa.. kilka miotów rocznie, kotki rodzą bezustannie, jedna po drugiej a ponieważ jest ich około 7, 8 matek- rodzą się malutkie kociaczki, co kilka miesięcy i znowu jest ich 10- 15..I nie należa do najsilniejszych, a ich zdrowie pozostawia wiele do życzenia .

Dom nie rozszerzył się nie przybyło blokowych pokoi. Takie same około 46 m2. Balkon nadal niezabezpieczony, a jest to wysokie piętro w bloku. Teraz tym bardziej nie wiadomo już jak który kotek ma na imię , i kiedy będĹĄ kolejne mioty a kotki będdą rodzić bo jest popyt. I będą a się mylić hodowcy, tak jak jest to na dziś dzień i jest to to zakup kota worku.
Może słabszego, może nie do końca odhodowanego. Tym bardziej ze samemu hodowcy nagle się przypomniało, ze to jednak już pora odebrać kota, bo to jednka miot y a nie x. Mimo ,że- data odbioru była wstępenie ustalona na ponad 2 tygodnie odległą w czasie. Na pewno nie można tutaj mówić o socjalizacji, o wykochaniu i przytulaniu i wychowaniu kotków-skoro się nawet nie wie jakie są .

Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie obstawał przy tym ,ze 10 dorosłych kotów, kilka psów, dzieci, i około 10 kociąt co 3 miesiące, na powierzchni takie a takiej , jest wstanie zaznać dobra i miłości.. zdrowia i szczęścia. Chyba ze się ma kilkanaście rąk i poświęca im cały wolny czas- i jeśli się taki ma. Kupno kota z takiej hodowli.. to pozwolenia na masową produkcje, bez względu na to jak sympatyczny wydaje się nam hodowca, i jak miłe są kotki, jak pozornie ładnie się to wszystko na małej powierzchni mieści.. Taki hodowca nie będzie wam służył pomocą, taki hodowca nie pamięta kto u niego kupił kota, taki hodowca nie poznaje waszej twarzy, taki hodowca nigdy nie zadzwoni zapytać jak się ma jego kotek.. taki hodowca liczy pieniążki.


Kotek na srebrnej tacy podany ;)))))


Hodowla która tym razem odwiedziłam, jest też hodowla blokową. Ale jakże diametralnie inną.
Duże około 200 metrowe mieszkanie, 2 poziomowe- oczywiście wiem., ze nie każdego hodowle stać na takie mieszkanko ale to tym razem już to ma znaczący wpływ na moja ocenę- bo to hodowla. Gdzie będzie kilka kilkanaście żywych istota ponieważ pisze o hodowli wzorcowej, idealnej, ta kwestia jest bardzo ważna. Bo nie sama miłością do kotów hodowca ma się kierować, można koty bardzo skrzywdzić ta nadgorliwością i skrupulatnym powiększaniem bez opamiętanie kociej rodzinki . Ale wracając do tematu wspaniałej hodowli, gdzie można mówić o kreatorskiej wręcz roli hodowcy, o tym, że zadbał o wszystko. Sprawa wygląda tak:

Mieszkanko duże, przestronne, jasne, w rogu pokoju ogromny "wypasiony" drapak do sufitu, który zajmował może w sumie ścianę długości 4 m. Ale drapak to nie wszystko, byłabym śmieszna gdybym tylko na to patrzyła , w progu przywitał mnie tatuś kociej rodzinki- zrobiło się miło i po "kociemu". Przywitały mnie kolejno 3 dorosłe koty. A maluszki miałam obejrzeć za chwilkę. Zwiedziałam całe mieszkanie- potykajac się co jakis czas o pluszowa myszkę, albo piłeczkę. Maluszki były razem z mamusia w wyodrębnionym małym pokoiku bez drzwi, zagrodzonym od korytarza przezroczystym płotkiem, tak by kotka mogła swobodnie wychodzić a kociaczki póki mlauśkie nie zrobiły sobie krzywdy w ogromnym mieszkanku. Za kilka tygodni jak będą już samodzielnie chodzić i korzystać z kuwety to dostanĹĄ do dyspozycji już całe mieszkanie. W ich pokoju zastałam 2 śliczne drapaki, przytulne kocyki, i łóżko- dla hodowczyni, która może przy nich czuwać i spać na wypadek potrzeby. To wszystko warunki bytowe. Sa one ważne ale nie najważniejsze. Hodowczyni zanim podjęła się pracy hodowlanej kilka lat jeździła po wystawach w Polsce i światowych jako obserwator, zwiedzała hodowle i rozmawiała z weterynarzami. A wszystko to by właściwie zaopiekować się kotami, by móc rozróżnić jak ma wyglądać właściwa nad nimi praca i miłość. Bo bardzo je kocha i nie wstydzi się tego. Każda poważna decyzje lekarska konsultuje kilka razy. Koty uczestniczĹĄ we wszDorosłe koty przebadane pod możliwymi w Polsce badaniami i testami na nosicielstwa białaczki, fiva- przynajmniej wykazuje troskę o ich zdrowie na miarę medycznych możliwości. Każdy z kociaczków ma swój fotograficzny album, od chwil narodzin każdy z kotków już ma swój charakterek, a przynajmniej co można o nich opowiedzieć. Każdy już ma swoje imię- własne, indywidualne, dobrane do tego jaki się wydaje, jakie ma cechy charakterystyczne, a nie niczym loteria z kalendarza byle by było na literkę x.
Kotki są zabierane na spacerki, jeśli tylko jest taka możliwość. Hodowla jest w bloku , ale mimo tego balkon jest zabezpieczony i dostosowany do kocich potrzeb.- jednym słowem: Gdybym była kotem chciałabym aby to dłonie tej hodowczyni mnie dotykały a łapki stąpały po podłodze jej domku a nowy właściciel był ze mną szczęśliwy tak ja będę z nim.

Kotek z tej hodowli jest podany na srebrnej tacy. To może być
podsumowanie, bo wiele razy spotykam się zapytanie, po Co rodowód.. to kwestia bezdyskusyjna, zdaniem wielu początkujących, poszukiwaczy kota to hodowla, pierwsza lepsza wystarczy i tak my stwarzamy dom kotu. Nie prawda to co kotek wyniesie z domu, to jak będzie ukształtowany, jaka zadba się o jego zdrowie będzie mieć wpływ na całe jego życie . Praca hodowcy jest twórcza, pasjonujĹĄca, ale jest wyzwaniem, za które powinni brać się ludzie o ogromnym sercu rozumie i intelekcie a i zasobnym portfelu, żeby koty nie były jednym źródłem utrzymania rodziny.
Chciałabym aby każdy kto szuka kotka miał to na uwadze, aby chociaż troszkę otworzyć oczu, albo przynajmniej posłuchać rady, opinii, zasięgnąć języka.
Warto poszukać i porównać, czasami pierwsza hodowla nie jest tĹĄ najlepszĹĄ, nawet jest tuż za rogiem. Nie kupujmy kota w worku. To przestroga dla wszystkich szukających hodowli- prawdziwej. A reszta jest życiem i ono zweryfikuje czy był to trafny wybór. Mój wybór do tej pory to dwie strony tego samego medalu. Nieszczęście i szczęście

Pozdrawiam.


PS. Są też wspaniałe hodowle bez wypasionego drapaka, i bez mieszkania na 200 metrów, ale są i takie które mają to wszystko prócz miłości i prawdziwego celu-propagowania cudownej rasy i tworzenie śilnych, pięknych kotów. Nam trzeba tylko w miarę możliwości wypośrodkować. Ja podałam przykład na NIE i na TAK. Ĺťeby można było wam, kochani poszukiwacze szczęścia- pomóc w wyborze :)



Witam serdecznie !!!
Od dawna czytam Waszą stronę poświęconą tej przecudnej rasie :D sama już niedługo (za pół roku będę miała koteczkę :lol: ) I zgadzam się we wszystkim co Pani pisze o dokładnym sprawdzeniu hodowli. Długo śledziłam ogłoszenia, "atrakcyjne ogłoszenia", kotek za 800 zł. Oczywiście miałam mieszane uczucia czy może kupić i już miec upragnioną rusałeczkę? czy lepiej poczekać. Zaczęłam od email do kilku "hodowli" i juz na wstępie miałam mieszane uczucia, żadnch konkretnych odpowiedzi (oczywiście nie wszystkie), ale to nie było to czego oczekiwałam jako laik. Dopiero Wasza strona uświadomiła mi na co mam zwracać uwagę, jak wiele jest wspaniałych hodowli i prawdziwych miłośników tejże rasy. W międzyczasie otrzymałam odpowiedz z hodowli k/Torunia, to była wyczerpująca odpowiedź, pełna ciepła dla tej cudownej rasy i wyjaśniająca wszystkie nurtujące mnie pytania. Również zostaną polecone mi hodowle które aktualnie maja koteczki, jeśli okres oczekiwania dla mnie jest zbyt kłopotliwy. Będę czakać :)
Serdecznie pozdrawiam Mira

Awatar użytkownika
bluecats
BLUE-BIS*PL
Posty: 2180
Rejestracja: piątek, 19 marca 2004, 18:41
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: bluecats » sobota, 29 stycznia 2005, 18:43

Witamy na forum.
:)
Mojej szczęście w kolorze Blue

Jasper
DAG*PL
Posty: 478
Rejestracja: sobota, 22 maja 2004, 01:31
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Jasper » środa, 16 marca 2005, 12:14

Tak dla odmiany nieco z innej beczki do tego wątku. Wiele jest pseudohodowli zapewne, ale będą one istnieć bo głupota ludzka i ludzkie podejście "i tak wiem najlepiej" zapewne długo istnieć będą. Kiedyś przez dwie godziny klarowałem pewnej kobiecie przez telefon (która szukała kociaka - akurat nie rosyjskiego, ale to nieważne) na co powinna zwracać uwagę przy oglądaniu kociąt u hodowców. Kobiecina wydawał się rozsądna. Zadawała wiele pytań. Co pięc minut mówiła: "Tak, ma pan rację." Chcecie wiedzieć jak się skończyło? Po miesiącu zadzwoniła do mnie wyżalić się, bo kupiła kociaka z takiej właśnie "złej" hodowli. Oczywiście bez rodowodu i bez szczepień i kot po dwóch czy trzech tygodniach jest padł! Super!

pantera
Posty: 3
Rejestracja: niedziela, 20 marca 2005, 09:58
Lokalizacja: Wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: pantera » niedziela, 20 marca 2005, 10:39

Jasper pisze: Wiele jest pseudohodowli zapewne, ale będą one istnieć bo głupota ludzka i ludzkie podejście ..."



Witam!
W większości przypadków to jednak o ludzką niewiedzę chodzi. Sama do wczoraj byłam gotowa kupić koteczkę rosyjską od pewnej Pani pseudo hodowczyni. A tylko dlatego, że nie potrzebuję kotka z rodowodem, bo wystawiać koteczka nie zamierzam, ani zakładać hodowli więc po co rodowód? I to myślenie wiekszość ludzi. Od wczoraj już wiem jak bardzo się myliłam. Rodowód to nie tylko papierek, ale gwarancja zdrowia kotka i jego rasowości (że będzie miał taki a nie inny charakter no i wygląd o zdrowiu już nie wspomnę).
Bardzo byłabym Wam wdzięczna za pomoc w znalezieniu "dobrej" hodowli. Bo moja chęć posiadania w domu małego przyjaciela dojrzała tak mocno, że... :kotek: :luv6:

Pozdrawiam !
kocham wszystkie koty, a te niebieskie to moja wielka słabość :)

Jasper
DAG*PL
Posty: 478
Rejestracja: sobota, 22 maja 2004, 01:31
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Jasper » niedziela, 20 marca 2005, 11:13

Niewiedzę rozumiem, bo przecież jeśli ktoś zaczyna dopiero interesować się kotami to moze tej wiedzy nie posiadać. Ale po co godzinami wypytywać sięo szczegóły dotyczące kota i jego kupna by potem i tak zrobić po swojemu?

pantera
Posty: 3
Rejestracja: niedziela, 20 marca 2005, 09:58
Lokalizacja: Wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: pantera » niedziela, 20 marca 2005, 14:57

Jasper pisze:Niewiedzę rozumiem, bo przecież jeśli ktoś zaczyna dopiero interesować się kotami to moze tej wiedzy nie posiadać. Ale po co godzinami wypytywać sięo szczegóły dotyczące kota i jego kupna by potem i tak zrobić po swojemu?



Hmmm może nie byłeś zbyt przekonywujący ;)
Myślę, że ta Pani była juz zdecydowana na to, że postąpi tak jak postąpiła, a ta rozmowa... może ta Pani lubi podyskutować sobie. :mlotek: tą Panią :D
Pozdrawiam
kocham wszystkie koty, a te niebieskie to moja wielka słabość :)

Jasper
DAG*PL
Posty: 478
Rejestracja: sobota, 22 maja 2004, 01:31
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Jasper » niedziela, 20 marca 2005, 15:14

pantera pisze:
Jasper pisze:Niewiedzę rozumiem, bo przecież jeśli ktoś zaczyna dopiero interesować się kotami to moze tej wiedzy nie posiadać. Ale po co godzinami wypytywać sięo szczegóły dotyczące kota i jego kupna by potem i tak zrobić po swojemu?



Hmmm może nie byłeś zbyt przekonywujący ;)
Myślę, że ta Pani była juz zdecydowana na to, że postąpi tak jak postąpiła, a ta rozmowa... może ta Pani lubi podyskutować sobie. :mlotek: tą Panią :D
Pozdrawiam


Pewnie lubi :) Ale tak szczerze, to nie pierwszy raz spotkałem się z podobną sytuacją. Moze określenie "głupota" jest nieco za mocne, ale z pewnością nie jest to rozsądne działanie. Chyba biorą górę emocje, gdy widzi się takiego maleńkiego kotka. i człowiek nie myśli już o innych rzeczach. A szkoda, bo emocje emocjami, ale przy kupnie kota, który przecież spędzi z nami te kilkanaście lub więcej lat nalezy też kierować się rozsądkiem, by uniknąc póxniej niepotrzebnych rozczarowań!

jolek
Posty: 149
Rejestracja: poniedziałek, 11 lipca 2005, 11:18
Lokalizacja: Poznań

Postautor: jolek » wtorek, 23 sierpnia 2005, 16:20

Dołożę swoje 3 grosze....

Kupowałam z hodowli ale niestety nie była to hodowla idealna. Wydawało mi się z rozmowy, że więcej wiem o kotach... Nawet nie poproszono nas o dane, adres, telefon....nic. Ta pani nie wie co się dzieje z jej kociakiem, ja miałam ochotę zadzwonić i o wszystkim informować ale w końcu stwierdziłam - niech ma nauczkę, nie odezwę się...

Adopcja pierwszego kota - Domestic Black ;) wygladała natomiast jak casting, przesłuchanie i wszystko naraz. Teraz nasze kontakty nieco sie rozluźniły ale przez pierwszy rok non stop telefony. Kiedy zabraliśmy Enza do domy, pani 3 razy dzwoniła na trasie (Poznań - Jerzykowo) czy wszystko ok i płakała w słuchawkę.

Wszystko zależy jakim kto jest człowiekiem.
Pozdrawiam :)
Obrazek Enzo & Vito

Awatar użytkownika
remkey
REMKEY*PL
Posty: 986
Rejestracja: piątek, 19 marca 2004, 13:17
Lokalizacja: warszawa słodowiec
Kontaktowanie:

Postautor: remkey » wtorek, 23 sierpnia 2005, 19:21

jolek pisze:Dołożę swoje 3 grosze....
Kupowałam z hodowli ale niestety nie była to hodowla idealna. Wydawało mi się z rozmowy, że więcej wiem o kotach... Nawet nie poproszono nas o dane, adres, telefon....nic. Ta pani nie wie co się dzieje z jej kociakiem, ja miałam ochotę zadzwonić i o wszystkim informować ale w końcu stwierdziłam - niech ma nauczkę, nie odezwę się...

No to ja też dołożę :)
Przede wszystkim hodowczyni powinna podpisać z tobą umowę.
Jeśli nie zadbała o ustalenie podstawowych kwestii na piśmie, tak żeby było się do czegoś odwoływać w razie wątpliwości, jeśli nie zadbała o wyraźne okreśłenie twoich obowiązków (np. kolejnego szczepienia), to ja się nie dziwię, że też i nie interesował jej twój adres.
Może nawet żałowała, że nie wzięła twojego nr telefonu, ale ty też się o tym raczej już nie dowiesz, bo dałaś jej "nauczkę" ;)
Tak mi jeszcze przyszło do głowy, że ja mógłbym zapomnieć o takim "drobiazgu" jak nr tel. bo oddanie kota który przez ostatnie 3 miesiące był MOIM kotem nie jest rzeczą łatwą i ja osobiście czarno sobie to wyobrażam. Ale piszesz z taką pewnością o intencjach hodowczyni, że pewnie musisz mieć rację.
jolek pisze:Adopcja pierwszego kota - Domestic Black ;) wygladała natomiast jak casting, przesłuchanie i wszystko naraz. Teraz nasze kontakty nieco sie rozluźniły ale przez pierwszy rok non stop telefony. Kiedy zabraliśmy Enza do domy, pani 3 razy dzwoniła na trasie (Poznań - Jerzykowo) czy wszystko ok i płakała w słuchawkę.
Wszystko zależy jakim kto jest człowiekiem.

Wszystko prawda: zależy jakim kto jest człowiekiem. Dla mnie takie dzwonienie byłoby prawdziwym horrorem. Nie chciałbym żebym musiał spowiadać się z każdej sekundy spędzonej z kotkiem, którego dopiero będę poznawać. Z obu stron zmiana właściciela kota jest stresująca. Nie tylko hodowcy / poprzedniego właściciela.
Chcę powiedzieć, że NIE WYOBRAĹťAM sobie sytuacji w której nie będę miał kontaktu z nowymi właścicielami moich kotów, ale nie zamierzam takiego kontaktu nadużywać!
Telefony non-stop? Horror! Przez ROK?? Pępowiny się przecina!
Obrazek

aurora
BENITA OSTROV*PL
Posty: 391
Rejestracja: środa, 28 kwietnia 2004, 01:16
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: aurora » środa, 24 sierpnia 2005, 10:27

Remkey... przecież nr telefonu czy adres od przyszłego opiekuna Twojego kota to podstawa.
Oczywiście w momencie oddawania kota... mozna zapomnieć o całym swiecie... ale o czyms takim jak nr tel. myśli się znacznie wczesniej.

Jak kupowałam swoje kicie... każda z właścicielek dzwoniła do mnie (jeszcze przed moim odbiorem kociaka) z trzy razy co najmniej.
Ba! mozna spotkać nawet takich hodowców, którzy przed oddaniem kociaka odwiedzają przyszłego opiekuna aby upewnić się czy kot będzie miał odpowiednie warunki.

:)
Obrazek

Awatar użytkownika
remkey
REMKEY*PL
Posty: 986
Rejestracja: piątek, 19 marca 2004, 13:17
Lokalizacja: warszawa słodowiec
Kontaktowanie:

Postautor: remkey » środa, 24 sierpnia 2005, 11:12

aurora pisze:Remkey... przecież nr telefonu czy adres od przyszłego opiekuna Twojego kota to podstawa.
Oczywiście w momencie oddawania kota... mozna zapomnieć o całym swiecie... ale o czyms takim jak nr tel. myśli się znacznie wczesniej.

Przeczytaj ten fragment o UMOWIE jeszcze raz.
Jak kupowałam swoje kicie... każda z właścicielek dzwoniła do mnie (jeszcze przed moim odbiorem kociaka) z trzy razy co najmniej.
Ba! mozna spotkać nawet takich hodowców, którzy przed oddaniem kociaka odwiedzają przyszłego opiekuna aby upewnić się czy kot będzie miał odpowiednie warunki. :)

Sprawdzanie warunków rozumiem. Dzwonienie rozumiem.
Sprawdzania i dzwonienia częstego przez cały rok nie rozumiem. To jest dla mnie chore.
Obrazek

aurora
BENITA OSTROV*PL
Posty: 391
Rejestracja: środa, 28 kwietnia 2004, 01:16
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: aurora » środa, 24 sierpnia 2005, 11:58

No oczywiście. Trzeba zachować rozsądek. :)
Obrazek

Awatar użytkownika
remkey
REMKEY*PL
Posty: 986
Rejestracja: piątek, 19 marca 2004, 13:17
Lokalizacja: warszawa słodowiec
Kontaktowanie:

Postautor: remkey » środa, 24 sierpnia 2005, 12:09

:)
Obrazek


Wróć do „hodowla”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość