noworoczne dylematy- 2. kot a maz;)))

jak sobie radzicie z...

Moderator: modRUSki

Kasia
Posty: 69
Rejestracja: poniedziałek, 13 marca 2006, 18:40
Lokalizacja: Holandia

noworoczne dylematy- 2. kot a maz;)))

Postautor: Kasia » poniedziałek, 31 grudnia 2007, 17:36

Zanim o dylematach, moje najlepsze noworoczne zyczenia dla wszystkich forumowiczow i ich kotow!!!! Niech sie darzy w 2008!!!

Sasza za kilkanascie dni skonczy dwa lata, a ja od paru miesiecy mysle o dokoceniu. Ze wzgledu na niego, zeby bylo mu razniej, weselej. Wiem, ze to decyzja sluszna, ale przede mna wlasnie sylwestrowa rozmowa z mezem, ktory generalnie jest za, ale poczekalby z tym jeszcze. Wiem, ze to nieracjonalne, po prostu on z natury decyzje odwleka, te o narodzinach dziecka tez by pewnie jeszcze z 10 lat przeciagal, gdyby nie to, ze ja juz po trzydziestce i nie bardzo bylo na co czekac;)))
Argument jego, moze i sluszny, zeby poczekac z dwa, trzy lata, jak juz bedziemy mieli domek z ogrodkiem.

Poza mezem wisi nade mna widmo komentarzy tesciow (generalnie nienawidzacych wszystkiego czworonoznego, ludzi do bolu praktycznych i lodowatych emocjonalnie), ale i mojej mamy i babci (milszych, ale...), ktorzy na wiadomosc o drugim kocie w domu beda sie pukac po glowie i przy kazdej okazji podkreslac swoje racje i snuc swoje madrosci. Niby czlowiek dorosly, niby dzieli nas 1000 km., a jednak to mnie oslabia. Za duzo sie juz nasluchalismy przy kupnie Saszy, zreszta do dzis ciagle sa sugestie, ze Sasza 'zazdrosny o dziecko', 'ze ja na pewno zacznie atakowac' i 'ze jest brzydki, bo taki jednokolorowy'. Niby gadanie, a boli, tym bardziej, ze nikt kota nie zna, a wszyscy doskonale sie rozeznaja w jego charaktarze. Na ten argument jest odpowiedz:' kazdy jeden kot jest falszywy'. Zale sie, bo wlasnie wrocilam ze swiat w PL przesiaknieta tymi tekstami.

A sprawa moze nagli, bo dostalam wiesc od hodowczyni, ze moj faworyt Strawberry Fool jest do wziecia, gdzies w polowie lutego, czyli niedlugo. Ja tam nie widze specjalnie sensu odwlekania decyzji. Co za roznica, czy teraz, czy za pol roku? W hodowli bylam dwa razy, mam jak najlepsze zdanie, vice versa chyba tez wszystko gra...
Zobaczcie tego malucha (to Maine Coon):
http://www.boonland.nl/gebakned.htm

Tak sie wygadac chcialam. Moze macie jakies rady/ sprawdzone reakcje na gadanie rodziny?

Pozdrawiam noworocznie,
Kasia i Sasza

Awatar użytkownika
Aleksandra LM
Posty: 178
Rejestracja: czwartek, 27 lipca 2006, 02:49
Lokalizacja: Warszawa/Lizbona
Kontaktowanie:

Postautor: Aleksandra LM » poniedziałek, 31 grudnia 2007, 20:29

Och, jakie slodziutkie klucie :luv3:
A tesciow olej :zwierz:

Awatar użytkownika
Poison
GALATHILION*PL
Posty: 927
Rejestracja: piątek, 13 sierpnia 2004, 11:06
Lokalizacja: Warszawa Ursynów

Postautor: Poison » środa, 2 stycznia 2008, 15:41

No moja rodzina przy trzecim kocie przestała to komentować, tak, że jak mąż sprowadził kocura (5 w kolejności) to już nawet nie było odzewu.

Dla jasności - teraz mamy 6 niebieskich współlokatorów na 100 m mieszkania i to chyba na razie koniec :lol:
Obrazek

Awatar użytkownika
Ultra
ALLEZ LES BLUES*PL
Posty: 104
Rejestracja: sobota, 27 sierpnia 2005, 20:01
Lokalizacja: warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Ultra » czwartek, 3 stycznia 2008, 17:46

Doskonale Cię rozumiem Kasiu, rude kociaki bardzo mi się podobają i Maine Coony i Abisyńczyki - cudne. Rozumiem też Twoje dylematy. na szczęście w mojej rodzinie tylko babcia jest przeciwniczką zwierząt. Dawno, dawno temu kiedy mieszkał u mnie przez chwilę przygarnięty kociak dachowy, oświadczyła, że mnie wydziedziczy i że już nie jestem jej wnuczką!!! wyobrażasz sobie - i to na serio.
mimo to bez większych skrupułów, mając poparcie mojego ojca ( a syna babci) nabyłam Zoe. początkowo rodzina starała się oszczędzać babci wiadomości o miocie A, ale w końcu i tak wyszło, babcia jakoś żyje,a ja jestem taka bezczelna, że latem zabieram kotkę na babci działkę.
Babcia siedzi na leżaku i obserwuje kota, widzę, że jej się podoba ale nigdy się do tego nie przyzna :) jak kot zbliży się do leżaka babcia lamentuje, ale sądzę, że bardziej dla zasady, bo jak nikogo nie ma w pobliżu to już nie lamentuje ani kota nie odgania.
Ostatnio przy Wigilii siostra rozpoczęła temat pt" Jak się miewają kociaczki" chodzi o miot B, babcia na to: "zmieńcie temat". i tyle.
Rozumiem jednak, że masz dylematy, bo trudno mieć rodzinę przeciw sobie, a ludzie często są bardzo zawzięci. Fajnie byłoby jakby Twój mąż stanął za Tobą murem jak by co, w innym razie może być Ci ciężko. No i nie możesz na nich liczyć jeśli chodzi o opiekę nad kotami (np. wakacje czy inne tego typu sprawy).
gorąco pozdrawiam
jakoś sobie poradzisz :P
Obrazek

Awatar użytkownika
Anuszka
RADIO EREWAŃ*PL
Posty: 105
Rejestracja: sobota, 28 sierpnia 2004, 17:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Anuszka » czwartek, 17 stycznia 2008, 13:43

Kasiu!
Ja tez niedawno wróciłam z PL ze świąt lekko wkurzona-delikatnie mówiąc. Co prawda rodzina cała do kotów zdążyła się przyzwyczaić-moja oczywiście bo rodzina męża nawet do mnie się jeszcze nie przyzwyczaiła a cóż dopiero mówić o kotach:))) Ale teraz jestem w ciązy no i się zaczeło. Teksty typu "no teraz na gwałt oddaj koty komus albo do schroniska", "zobaczysz kot udusi ci dziecko", "zobaczysz zarazisz sie toxoplazmozą i będziesz jeszcze przeklinać te koty" i można by mnożyć te teksty do bólu. Całe szczęście moja mama zna moje zdanie na temat kotów i nawet nie próbuje mnie przekonywać, a opinie reszty rodziny mam w nosie i nawet nie reaguję. Ale aż mną trzęsło gdy moja bratowa-pani stomatolog się madrzyła że toxo to tylko można się zarazić od kotów i że jak jestem nieodporna (a jestem) to NA PEWNO się od nich zarażę. Naprawdę rodzina potafi człowieka wykończyć:((((
Ja bym na Twoim miejscu nie zastanawiała się ani chwili-jak gadają to i tak bedą gadać bez względu na liczbe kotów-mamy to szczęscie że są daleeeeeko i jedyne co moga to tylko ponarzekać prez telefon:)))
Ja zresztą powiedziałam mojej mamie że jak ma mi gadać coś na temat kotów i dziecka to lepiej niech nie dzwoni w ogóle.
Bierz tego truskawkowca i sie nie namyslaj za długo-jak znasz hodowce i kota to sytuacja wręcz wymarzona na dokocenie! I koniecznie pisz jak wyglądają stosunki radziecko-amerykańskie:)))
Przypuszczam ze ruski będzie zdominowany na maksa i wzrostem nowego kolegi i charakterkiem:))))
Trzymamy kciuki!
Dorota i koty

Awatar użytkownika
Iballa
Posty: 168
Rejestracja: czwartek, 11 stycznia 2007, 12:54
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Iballa » piątek, 18 stycznia 2008, 12:27

Anuszka pisze:Kasiu!
Ale teraz jestem w ciązy no i się zaczeło. Teksty typu "no teraz na gwałt oddaj koty komus albo do schroniska", "zobaczysz kot udusi ci dziecko", "zobaczysz zarazisz sie toxoplazmozą i będziesz jeszcze przeklinać te koty"


Ja w temacie toxoplazmozy, jako że i w mojej rodzinie był ostatnio dyskutowany z powodu ciąży "szwagierki" (nie wiem czy tak się to pokrewieństwo nazywa również przy nieformalnnych związkach?).
Otóż dzieciątko miało się niespodziewanie pojawić, a w domu dwie roczne syberyjskie bestie. Na szczęście mądry weterynarz zasugerował po prostu zrobienie kotom testów na toxoplazmozę - okazały się "czyste", więc zapobiegawczo nie dostawały surowego mięsa i nie były wyprowadzane na dwór, a Agata nie musiała myć rąk po każdym kontakcie z kotem i mogła sprzątać kuwetę. W związku z tym rodzina odetchnęła z ulgą.
Weterynarz dla 100% pewności kociarom - potencjalnym kandydatkom na mamę radzi zwyczajnie zaszczepić się i problem z głowy.
A historie o przegryzaniu tętnic i duszeniu dzieci kojarzą mi się z paleniem czarownic w średniowieczu :evil:
Obrazek

Awatar użytkownika
Werdelit
Posty: 737
Rejestracja: wtorek, 27 kwietnia 2004, 09:06
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Postautor: Werdelit » piątek, 18 stycznia 2008, 14:46

To ja też w temacie toxo i ciąży Otóz to teraz i ja się pochwalę, bo 22 grudnia urodziłam synka Marka, który ma sie wspaniale. Co to toxo, to najwazniejsze sa badania krwi matki.
80% ludzi przchodziło kiedys toxo, a ona jest jedynie groźna dla płodu. A wiec matak musi wiedziec czy była chora czy nie.

Ja nigdy nie przechodziłam choroby i nie miałam przeciwciał. Kontrolowałam je co miesiac.
A poniewaz całowałam w pyszczki , spałam z kotami i pieszczochałam na maxa cała ciaże. Lekarz mnie jednak uspokoił. Majac koty od 4 lat nie mglabym sie nie zarazic gdyby były chore.Musiałabym juz przchodzić te zarażenie wczesniej- pod warunkiem posiadania chorych kotów lub zjedzenia czego.s brudnego/surowego z ową bakterią. Nie myję rąk po każdym dotknięciu kotów , bo musiałabym z wc nie wychodzić.
Caly czas badałam swoje przeciwciała na obecność bakterii i do konca byłam czysta i czyste były koty. Fakt moża kotom zrobic badanie, ale toxo to nie tylko koty, to brudna marchewka, to inne warzywa, to mieso to nawet zarażone ptaki i ich odchody np na balkonie. Dlatego trzeba badac krew i już.

Co do kociej ferjany to przyjeła maluszka cudownie, to temat na osobny wątek.
Czuwałam bez przerwy pierwszy tydzien i obserwowałam. koty spały poza sypialnią. Teraz , gdy minely juz 4 tygodonie jest wspaniale. Andulek - mruczy, ugniata i jeszze raz mruczy na widok małego i czuwa jak nianka przy małym oraz często spi w nogach łóżeczka. Co więcej warczy na obcych za drzwiami!!
Asus boczyl sie dwa dni, ale prychał tylko na małego. Potem podszedł powachał i juz wie ze to nic groźnego. Koty były tulone, pieszcochane, nie przepdzane, tylko traktowane takj ak zawsze. Teraz są wyluzowane i my tez. ;)
Anuszka powodzenia.

ps. Z wielką rozwagą i troskę należy czuwac nad kontaktem mały czlowiek i koty. Mnie uspokoiłaAsia, ze bedzie oki. I po tygdoniu już było super.
Koty są madre i dobre pod warunkiem że tacy są ich ludzie w i takiej atmosferze się z nimi człowiek obchodzi.

Awatar użytkownika
Anuszka
RADIO EREWAŃ*PL
Posty: 105
Rejestracja: sobota, 28 sierpnia 2004, 17:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Anuszka » piątek, 18 stycznia 2008, 15:26

Moje drogie!
Jeszcze co do toxo-ja nie mam w ogóle odporności-lata dzieciństwa spędzone z mruczkami piwnicznymi i wszelkiego rodzaju znajdami kocimi zupełnie mnie nie uodporniły!!! To jakiś cud boski albo proste wytłumaczenie że to jednak nie koty roznoszą toxo tak szaleńczo jak sie wszytskim wydaje...Od dziecka nie znosiłam jeść mięsa i nie jadłam-urodzony veget!!! i chyba przez to się nie zaraziłam bo do tej pory nie mogę sie nawet dotknąć do surowego kurczaka-obrzydza mnie!!!
Niby fajnei ale teraz mam problem-tu we Francji toxo to wielka sprawa-chyba dlatego żę oni jedzą dużo surowego mięcha, tatarów i innych takich. Badania muszę robić 2x w miesiącu!!!! Wszytskie warzywa i owoce myć we wrzątku, deskę do krojenia i noże również- normalnie w domu jest jakby mieszkała osoba z HIV conajmniej:(((( Mam położnbą która do mnei dzowni i się pyta czy robię wszytsko zgodnei z zaleceniami ze szpitala-przymagnesowane do lodówki lista co wolno a co nie. Mój mąż zajmuje się kuwetą oczywiścei no i krojeniem i przyrzadzaniem mięsa. Wędlin żadnych nie wolno mi jeść również. No i widać że dosyć to poważna sprawa jak sie nie ma odporności-a niestety wiele osób jej nie ma. Dorosłemu nic ale dla płodu to jest naprawdę tragedia:((((

ina
Posty: 100
Rejestracja: czwartek, 19 lipca 2007, 12:30
Lokalizacja: Kraków

Postautor: ina » piątek, 18 stycznia 2008, 15:37

Werdelit :D serdecznie gratuluję :D
Koty z maleństwem w łóżeczku muszą cudnie wyglądać - takie anioły stróże ;)
Koniecznie zrób fotki :)

A co do toxo, to faktycznie łatwiej zarazić się poprzez pokarm, niż od kotów.
I to nie koniecznie trzeba jeść surowe mięso, wystarczy je przygotowywać i nie umytą ręką wziąć coś do ust.
Mam sąsiadkę, która przez całą ciążę nie miała żadnego kontaktu z kotami i niestety zaraziła się :( - prawdopodobnie przez niedokładnie umyte truskawki, których jadła w ciąży bardzo dużo.
ObrazekObrazekObrazek

Awatar użytkownika
Werdelit
Posty: 737
Rejestracja: wtorek, 27 kwietnia 2004, 09:06
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Postautor: Werdelit » piątek, 18 stycznia 2008, 16:03

Anuszkakochana, bedzie dobrze - to moje pierwsze dziecko jest i tez sie bałam i chłopina tez kuwete sprzątal- wieczorem a ja w rekawiczkach cały czas do jego przyjscia zpracy. Miałam wachac tę kupe, o nie!!A koty czekac na męza?
Sama sobie odpwiedziałs-jak wpierdzi...ają ( wybacz słownictwo) tatar.. to wiesz dlaczego sa tacy przeozrni,. metki i inne necówki i inne steki surowe..kiełabasy dziwaczne..

Naprawde musisz jeszcze pamietac ze toxo sie wylega po dwóch dniach z KUPY i ze tą KUPE musisz zjesc..i Kupa musi byc chora.. a warzywa i mieso pochodzenia niewiadomego, gdzie chore koty, myszy i ptaki buszują...

Prosze opanuj sie, bo stres gorszy dla dziecka bedzie niz te twoje sterylne warunki.
Poloznej mow co trzeba a sama sie uspokój. Nie zarazisz sie i bedziesz zdrowa. Gyby koty byly chore juz byś była sto razy zarazona tak jak ja.
Myj warzywa i deske i to wszystko. Obiecuję ci ze to wystarczy b o ja tez nie miałam odpornosci.

Awatar użytkownika
Anuszka
RADIO EREWAŃ*PL
Posty: 105
Rejestracja: sobota, 28 sierpnia 2004, 17:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Anuszka » piątek, 18 stycznia 2008, 19:28

Werdelit naprawdę mi ulzyło i po Twoim mailu i po wizycie u lekarza-własnie wróciłam. Tutaj jest tak że chodzi się do położnej na wizyty "przegadane bla bla bla" do szpitala-i tam jest panika toxoplazmowa jak widzę i oprócz tego do prywatnego lekrza, który zleca badnia, usg i generalnie uspokaja. Ja to narobiłam paniki bo zaczęłam czytać w internecie (a jakże!) o toxoplazmozie i o tym jakie ma skutki dla płodu-do tej pory w ogóle mnie to jakoś nie ruszało, ale weź tak co dwa tygodnie rób te badania do znudzenia... No i właściwie mój lekarz powiedział to samo co Ty, że jakby koty były chore to bym już sto razy się zaraziła-mam je już te kilka lat i przez ten czas przyznam się zdarzało mi podnieść kupsko wywalone z kuwety bez rękawiczek:)))o czyszczeniu nie wspomnę..no to jak się nie zaraziłam to znak że koty zdrowe. Nawet lekarz powiedział że nie ma sensu ich badać, żeby tylko nie wychodziły na dwór i nie jadły gołębi z piórami:))) Czyli surowe mięso najgorsze, no a te warzywa myć trzeba jednak dokładnie choć to też dziwne... Całe dzieciństwo człowiek jadł u babci truskawki prosto z pola, młodą marchewkę prosto z ziemi, szczaw i inne takie bez żadnego mycia i wyparzania. No i sie nie zaraził. A teraz się lekarz śmieje że wegetarianie praktycznie nie mają toxo, ale żeby najbardziej uważać na sałatę i truskawki no i deski i noże.
A Franki faktycznie te mięsa i wędlimy mają okropne wszytsko półsurowe jakieś salcesony i krwiste kaszanki, gołębie i króliki to jedzą chyba częsciej niż kurczaki. Gołebie!!!! Normalnie byłam w szoku jak je zobaczyłam-Z PIó“RAMI-na rynku!!!
Werdelit-zdjęcia koniecznie jakiś poprosimy z Markiem i kotami!!!! to mnie podniesie na duchu bo bedę miałą lekkiego stresa-te moje diabły są rozbestwione jak dziadoskie bicze!!! A tu taka będzie detronizacja!!!
Ale- co ciekawe-to moja kocica zdiagnozowała u mnie ciążę-kładła mi się na dole brzucha (jeszcze wtedy płaskiego hmmm) i mruczała i miauczała i nigdzie nie chciała tylko na tym brzuchu. Eee to może i poród odbierze:)))

Kasia
Posty: 69
Rejestracja: poniedziałek, 13 marca 2006, 18:40
Lokalizacja: Holandia

Postautor: Kasia » poniedziałek, 4 lutego 2008, 18:59

Chwile mnie nie bylo, a tu takie radosne wiadomosci: Werdelit gratuluje synka, a Anuszce zycze duzo zdrowka i spokojnej ciazy!

Moja Nina skonczyla niedawno rok, uwielbia Sasze i on ja lubi coraz bardziej. Przez ostatni rok byl sila rzeczy bardziej z boku niz na poczatku, bo niemowlak pochlania mase energii, ale staralismy sie zawsze przynajmniej pieszczoty mu zapewniac. Gorzej z zabawami, miedzy innymi dlatego pomysl dokocenia, bo Sasza codziennie kusi pare razy do gonitw i innych szalenstw, a ja nie zawsze moge;( Do Niny, jak zreszta do nikogo, nigdy nie odniosl sie z agresja. Jesli machnela reka za mocno, po prostu sie oddalal na ulubiony kaloryfer. Milosci jeszcze miedzy nimi nie ma, ale zaczyna sie pojawiac nic przyjazni i wzajemnego, a nie tylko jednostronnego, zainteresowania. Nina zreszta wspaniale umie sie bawic piorkami na patyczku z Sasza. I nie musze dodawac, ze jej pierwsze swiadomie wypowiedziane slowo to byl 'kotek';)))

Badania na toxo robilam na poczatku ciazy i okazalo sie, ze chorobe przechorowalam juz dawno. Nigdy wczesniej nie mialam kotow, wiec zarazilam sie na pewno jedzac brudne owoce, nierzadko w dziecinstwie jablka czy sliwki prosto z ziemi. Moglam wiec bez obaw i dodatkowych stresow piescic sie z Sasza w ciazy, sprzatalam kuwete itd. Nie wiem, jak by bylo, gdyby badania wykazaly nieobecnosc przeciwcial.

Tesciowa dziala mi ciagle na nerwy. Co telefon czy skype pytania, czy Sasza jest 'zazdrosny'. Ostatnio maz akurat z nimi chatowal na skypie, kiedy weszlam do domu z pracy i Sasza podbiegl do mnie sie przywitac. Widzieli to, ale komentarz byl 'oho, jaki zazdrosny!'. Nie wiem, o co, bo wita sie zawsze, czy Nina byla, czy przed jej narodzinami, no ale jak ktos ma obsesje, to nie mysli racjonalnie.

Wracajac do tematu tego watku: rudego nie kupilismy. Podgladam go na www, rosnie, jest cudny. Maz jednak nie mial przekonania. Odbyla sie kolejna rozmowa i przekonalam go do poszukiwan Maine Coona niebieskiego. Dla niego to oczywiscie metoda na odsuniecie w czasie, ale nie tylko, bo to, hehe, esteta, i jednolitosc kolorystyczna bardzo mu odpowiada. Jest w tym jeszcze jeden plus- na skypie tescowie beda widziec jedynie niebieskie koty, wiec pomysla, ze to Sasza caly czas. Troche wyrosniety, ale...Zartuje.

No wiec szukam i szukam, bo niebieski Coon to rzadkosc, ale jest szansa. 11 stycznia urodzily sie cudne kociaki tutaj:
www.pantherinicoons.nl (patrzec pod Italian litter)
24 lutego jedziemy do hodowli sie zapoznac, na razie trwa wymiana maili i - kto wie- moze w maju Sasza dostanie niebieskiego kolege?

Awatar użytkownika
Werdelit
Posty: 737
Rejestracja: wtorek, 27 kwietnia 2004, 09:06
Lokalizacja: Cieszyn
Kontaktowanie:

Postautor: Werdelit » wtorek, 5 lutego 2008, 08:58

Kasiu!!! nic dodac nic ujac -kciuki za dokocenie

Kasia
Posty: 69
Rejestracja: poniedziałek, 13 marca 2006, 18:40
Lokalizacja: Holandia

Postautor: Kasia » niedziela, 24 lutego 2008, 23:05

Kocur wybrany- Angelo. Najwiekszy i najspokojniejszy z calej gromadki. I oczywiscie sliczny. Jestem szczesliwa. Choc tez i mase watpliwosci mam, ale to chyba naturalne? Niby od kilku miesiecy oswajalam sie z mysla o drugim kocie, a jednak to dla mnie znow WYDARZENIE nieco stresujace. Malz zachwycony kociakiem, ale do calej idei srednio przekonany, 'robi to dla mnie' i to mnie troche smuci...Najbardziej boje sie, jak przebiegnie dokocenie, czyli jak nasz Blue Angel przyjmie blekitna konkurencje...Mozecie juz zaczac trzymac kciuki. Kociak przybedzie do nas na poczatku maja.

http://home.tiscali.nl/pantherinicoons/ ... nest3.html

ina
Posty: 100
Rejestracja: czwartek, 19 lipca 2007, 12:30
Lokalizacja: Kraków

Postautor: ina » poniedziałek, 25 lutego 2008, 22:37

Jaki piękny :luv3:
Podjęłaś jedyną słuszna decyzję 8-)
Oczywiście kciuki za bezproblemowe dokocenie już naszykowane :D
Pewnie, że bez stresu się nie obędzie, ale oby było go jak najmniej :spoko:
ObrazekObrazekObrazek


Wróć do „hodowla”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość